|
Strona 3 z 4
Drugi etap stanowiło przeniesienie się wzorca wampira do zbiorowej świadomości, stworzenie swoistego archetypu kulturowego. Od starożytności Ziemię nawiedzały choroby, które dziesiątkowały ludność. Najstraszniejsza była Czarna Śmierć, która przeszła przez Europę w XIV wieku. Historycy liczą ofiary w miliony - możliwe, że w czasie jej trwania wyginęła jedna czwarta mieszkańców kontynentu. Ludzi grzebano w zbiorowych mogiłach, a tych, którzy byli wystarczająco sławni lub bogaci, by posiadać własną kryptę, często chowano w momencie utracenia przez nich przytomności. To właśnie niedokładne zdiagnozowanie śmierci stanowiło powód histerii i panicznego lęku przed wampirami. Takie pomyłki były bardzo prawdopodobne w czasach, gdzie nikt nie potrafił zdiagnozować kataleksji, epilepsji, czy pozornej śmierci na skutek przyduszenia, czy zatrucia. Pół-przytomni budzili się w zamkniętej, przysypanej ziemią trumnie, przeżywali szok i za wszelką cenę chcieli się z niej uwolnić. Po ponownym otwarciu grobu zastawano powykręcane ciała, z poprzegryzanymi do krwi wargami, z zdrapanymi paznokciami. Niekiedy przedwcześnie pochowanym ludziom udało się wydostać z katakumby. Otumanieni, z obdrapanymi rękoma, brudni przychodzili do swoich bliskich, którzy uznawali ich za zmarłych. Nie muszę chyba opisywać szoku, jaki ta scena mogła wywołać u przeciętnego mieszkańca XV wiecznego Paryża.
Kiedy epidemia zaczęła słabnąć, w Niemczech pojawił się specyficzny rodzaj obłędu, odreagowania traumy, ogarniający całe miasta. Dano mu nazwę tańca świętego Wita, od imienia świętego, wokół którego świątyń skupiali się wierni, by poprzez niekontrolowane konwulsje i pląsawice błagać o uzdrowienie z choroby. Pod koniec Czarnej Śmierci, ludzie tańczyli na ulicach w podzięce za uratowanie ich życia. Taniec świętego Wita nawiedził Francję, Niderlandy, Niemcy, a także Polskę, czy Czechy i obszar Moraw. Na ulicę Mezu, Strasburgu, Orleanu wylegało tysiące tancerzy, którzy tańczyli do upadłego. Wielu z nich uznawano za opętanych, niektórzy doznawali wizji, lecz przeważnie, kiedy tracili zmysły, mdleli, traktowano ich jak zmarłych. Zmarłymi rzecz jasna nie byli i często dawali o sobie znać po uroczystościach pogrzebowych. Jeszcze w 1655 roku ogromna zaraza zdziesiątkowała ludność Anglii. Około 150 000 zostało złożonych do trumny. Do objawów choroby należały nudności, senność, zmęczenie, a chorych grzebano w wielkim pośpiechu. Nic dziwnego, że po zakończeniu epidemii na nowo rozeszły się opowieści o revenantach powracających z zaświatów. Znany jest przypadek Margaret Dickson z 1728 roku (już nawet wtedy jej nazwisko budziło złośliwe uśmieszki). Została powieszona pod zarzutem zabójstwa grupki dzieci. Jak się później okazało, po zdjęciu z szubienicy, nie była martwa, tylko nieprzytomna. Kiedy podniosła się na marach, czuwający wokół niej żałobnicy uciekli w pośpiechu, kilku z nich zmarło na zawał serca. Zgodnie z zasadą prawo zakazuje karać dwukrotnie za to samo, więc zostawiono morderczynię w spokoju. Z opinią wampirzycy żyła jeszcze przez ponad 30 lat.
Fakt przedwczesnego pogrzebu jest jednym z możliwych źródeł opowieści o wampirach. Sucha ziemia Santorynu, znanej siedziby krwiopijców, sprawia, że ciała ulegają naturalnej mumifikacji. Po śmierci zwłoki kurczą się i wysychają, lecz włosy i paznokcie nadal rosną. Cmentarze były także mieszkaniem wielu żebraków i rzezimieszków, którzy po zmroku opuszczali je, aby poszukiwać żywności. Ciała zmarłych często zjadano, wykradano w celu przeprowadzania badań anatomicznych. Mogiły rozkopywało, by ukraść przedmioty pochowane wraz z zamarłym. Często, aby zaoszczędzić czasu, wyjmowano całego trupa, ubranego w biżuterię, czy drogie ubrania. Opowieści o różnych szaleńcach np.: o hospodarze Wołoszczyzny Wladzie Palowniku, legendarnej zbójczyni Dzierzbie, Vladzie II Diable, Jerzym III czy Elżbiecie Batory, sprawiały wrażenie, że okropieństw dokonanych przez te postacie, nie mogli dopuścić się zwykli ludzie. Istnieje wiele wytłumaczeń, w jaki sposób nieboszczyk ,,opuszczał" miejsce pochówku i w jaki sposób mit nieumarłego drapieżcy osadził się na stałe w zbiorowej świadomości.
Poprzez takie przypadki, w społeczeństwie, został odświeżony model postaci wampira, a także upowszechniony, dzięki wieściom o rzekomych spotkaniach ze zmarłymi. Zaprowadzone, czy może raczej zaciągnięte, na proces czarownice, oskarżano także o współżycie z wampirami, czy sam wampiryzm. Na targach średniowiecznych miast sprzedawano czosnek, lustra, osinowe kołki, które miały zabezpieczać przed nieumarłymi drapieżnikami. Powstawały także organizacje łowiące wampiry, do których odwoływało się współczesne ,,Bractwo łowców wampirów z cmentarza Highgate". Wszystkiemu przyglądał się Kościół Katolicki, który w milczeniu przyzwalał na to szaleństwo, niekiedy snując dywagację, iż wampiry mogą istnieć i posiadać piekielny rodowód.
|